Lubię Lany Poniedziałek, bo spotykamy się z przyjaciółkami, albo tymi z moich rodzinnych stron, albo tymi warszawskimi i rozmawiamy prawie w nieskończoność:). To dobry czas na podsumowania i wiosenne postanowienia.
Mówienie o swoich planach w towarzystwie osób, które naprawdę dobrze na życzą, to 1/3 sukcesu:).
Czasami chcemy sobie poprawić wymowność;), a wtedy…




Sięgamy po nasz rytualny przysmak: grzaniec na Lany Poniedziałek.
Potrzebuję:
- 1,5 lira półsłodkiego wina
- dwie garście suszonych róż (pączków lub płatków)
- kilka goździków
- 1/4 laski cynamonu
- 2 łyżki spadziowego miodu
Jak zrobić?
Na pół roku przed Wielkanocą zalewamy suche składniki winem i odstawiamy w ciemne miejsce.
Na tydzień przed Wielkanocą odcedzamy i dodajemy miód.
Na 10 mint przed przyjściem gości, delikatnie doprowadzamy „eliksir” do wrzenia i przelewamy do pucharów.
Pijemy w dobrym toarzystwie, w Lany Poniedziałek za spełnienie się marzeń:)
Podobne:
Limonówka
Malina, wanilia, róża
Pomarańczówka














Babcia miała w sobie coś, co powodowało, że gdziekolwiek się pojawiała było „domowo”-miło, ciekawie, niebanalnie. Zostawiła mi w spadku zdolność improwizacji i otwartość na to, że pewne rzeczy moża robić inaczej niż wszyscy. Czasami są to małe drobiazgi, które dają ogromną radość. I może odrobinę niezależności